Dostałam ten przepis od koleżanki ze studiów. Pamiętam, jak przywoziła ją czasami w pudełku z rodzinnego domu, a wtedy poniedziałek w akademiku był świętem. Kawa, parzona, bez cukru i bajeczna słodycz tamtej czekolady. Przechowuję ten przepis na małym karteluszku i ciągle boję się, że go zgubię. Wklejam go tutaj, wszak warto robić kopie :)

Składniki:
kostka margaryny lub masła
2,5 szklanki cukru
500 g mleka w proszku
6 łyżek kakao
pół szklanki wody

W jednym garze rozpuszczamy margarynę z cukrem i dodatkiem wody, w drugim garze mieszamy proszek mleczny z kakao. Płynną masę przelewamy do suchej masy i mieszamy intensywnie. Do smaku można dodać pokruszone herbatniki lub suche wafle. Albo bakalie.
Gotową masę wylać na blachę lub inną formę i postawić do ostygnięcia. Potem pokroić nożem na kawałki.

Ponoć jest to czekolada "kryzysowa", z czasów, kiedy prawdziwej nie uświadczyło się w sklepach, a na 1 maja przywozili w Nyskach "Jedyną " w opakowaniu zastępczym. Za to "niebieskiego mleka" w sklepach było w bród. Robi się szybko i niekłopotliwie, byle nie za często, bo wyjdzie nam bokami :)